Ledwo pojawił się mróz, a mój balkon jest upstrzony okruchami psującego się chleba lądującymi z pięter wyżej. To efekt działalności sąsiadów, którzy z entuzjazmem karmią ptaki „czym popadnie”. Nie wystarczą zakazy Spółdzielni, ani zdrowy rozsądek. Co roku zastanawiam się w jaki sposób uświadomić ich, że postępują niewłaściwie, bo ptaki to nie „śmietniki”.