Gdy mowa o zamiennikach mięsa podzieliłabym je na dwie kategorie – te, które mięso mają zastąpić w kontekście zaopatrywania nas w białko i żelazo oraz „przyjemnościowe”, wyprodukowane bardziej dla „oka i zęba”, swoim wyglądem i teksturą najbardziej do mięsa zbliżone. Co pocieszające i ważne - większość z nich spełnia obydwa kryteria.

Już niedługo Wielkanoc i okazja do kolejnych zakupów. Półki sklepowe uginają się pod ciężarem wszelakich zabawek nie tylko stricte „zajączkowych”. Czy wygląd (czasem zapach) niektórych z nich też wzbudza w Was niepokój?