SUBSTYTUTY MIĘSA

18 maj 2013
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Gdy mowa o zamiennikach mięsa podzieliłabym je na dwie kategorie – te, które mięso mają zastąpić w kontekście zaopatrywania nas w białko i żelazo oraz „przyjemnościowe”, wyprodukowane bardziej dla „oka i zęba”, swoim wyglądem i teksturą najbardziej do mięsa zbliżone. Co pocieszające i ważne - większość z nich spełnia obydwa kryteria.

Na początek lista:

NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE STRUKTURĄ I WYGLĄDEM:

Seitan – białko pszenne czyli gluten w czystej postaci, niestety nie dla wszystkich

Sojowe kotleciki, krajanki

Tempeh - produkt pochodzący z fermentowanych ziaren soi

oraz Niedostępne w Polsce:

„mięso” Robi

Quorn

NAJLEPSZE ŹRÓDŁA BIAŁKA i ŻELAZA (B-białko, Ż-żelazo)

Soja i jej pochodne – tofu, tempeh (ma więcej białka niż tofu), kotleciki, krajanki, yuba - B

Seitan - B

STRĄCZKI: soczewica (zielona, czerwona, żółta), ciecierzyca, groch, fasola, bób – świetne do robienia kotletów, pasztetów, past o niepodważalnych walorach odżywczych, lekkostrawne - B i Ż

Orzechy, nasiona (dynia!), sezam - B i Ż

Suszone owoce (np. figi, śliwki) - Ż

Produkty z pełnych ziaren zbóż - Ż

Zielone warzywa - Ż

Spirulina (alga) - B, Ż + Wit.B12

(W przypadku żelaza pochodzącego z roślin charakteryzuje się ono mniejszą przyswajalnością, dlatego warto komponować posiłki tak, by zawierały one źródła witaminy C.)

Jak widzicie jest wiele produktów, które powtarzają się na obu sporządzonych przeze mnie listach, zatem spełniających oba kryteria. Ponadto, łatwo z tego, co „obok mięsa nawet nie leżało”, zrobić coś, co doskonale udaje np. mielonego kotleta (soczewica, cieciorka). O poziom białka i żelaza we krwi oraz zadowolenia Waszych kubków smakowych możecie być zatem spokojni.

SUBSTYTY SZCZEGÓŁOWIEJ

Mimo mnogości dostępnych wyrobów, na świecie nadal trwają intensywne badania nad wynalezieniem idealnego „mięsa” roślinnego.

Ze znalezionych w Internecie informacji wynika, że przez jakiś czas (chyba nawet parę lat) powadzony był nawet konkurs, którego zwycięzca miałby zaproponować zamiennik nie tylko do mięsa najbardziej podobny pod względem struktury, posiadający jego najcenniejsze wartości (m.in. dobrej jakości białko oraz wysoką ilość dobrze przyswajalnego żelaza), ale i w pełni bezpieczny (w przeciwieństwie do niedostępnego w Polsce QUORNu, o czym nieco później). Pierwotnie konkurs miał się zakończyć gdzieś w 2012 roku, ale ze względu na brak zgłoszonych produktów przedłużony został do stycznia 2013. Jaki jest wynik, tego niestety nie wiem, ale chyba przełomu nie ma, bo w Internecie cisza, a w przypadku takiego odkrycia byłoby na pewno głośno.

SOJA, TOFU i tym podobne

Soja - temat sztandarowy jeśli chodzi o bycie „ wege” i zarazem pełen kontrowersji. Czy jest ona zdrowa, ile powinniśmy jej spożywać i czy w ogóle? Co z soją modyfikowaną, sojowymi hormonami, które być może mają wpływ na gospodarkę hormonalną mężczyzn?

Być może mężczyźni i dorastający chłopcy rzeczywiście powinni zachować umiar w spożywaniu sojowych produktów. Nie wiem czy istnieją jakieś przekonujące badania na temat wpływu zawartych w niej fitoestrogenów na układ endokrynny męskiej części populacji, warto jednak o tym pamiętać i nie przesadzać (umiar jak zawsze najważniejszy). Z drugiej strony, znalazłam też informacje na temat badań nad rakiem prostaty powadzonych na Uniwersytecie Northwestern w Chicago, gdzie soja z jej ganisteiną, grała główną rolę jako element hamujący proces rozrostu komórek nowotworowych.

A genetyczna modyfikacja? Tutaj znów odwołam się do mojej zasady o zachowywaniu umiaru. Poza tym, trudno stwierdzić co jest bardziej szkodliwe – kawałek modyfikowanego genetycznie tofu czy schabowy z naszprycowanej hormonami i lekami świni, która swoje życie spędza taplając się we własnych nieczystościach, a jej tkanki pełne są kortyzolu - hormonu stresu, którego w ciągu swojego krótkiego życia doświadcza niemało.

Zatem soja i produkty pochodne – kotlety, kotleciki, krajanki gulaszowe, tofu, z którego zrobić można nieskończoną ilość potraw ( dostępne jest także tofu wędzone, do złudzenia przypominające wędzony ser, świetne na kanapkę!), tempeh (oryginalnie pochodzący z Indonezji) oraz yuba – produkt uboczny wytwarzania tofu, dostępny np. w postaci makaronu.

NIEBEZPIECZNY (?) QUORN

Głównym składnikiem quorna jest mykoproteina czyli białko grzyba Fusarium venenatum będącym rodzajem pleśni. Jego włókna bardzo przypominają te mięsne, zawartość białka to 48%, przy czym jest to białko pełnowartościowe, zawierające wszystkie niezbędne aminokwasy. Dostępnych jest wiele półproduktów zrobionych z użyciem Quorn, wydaje się zatem, że oto mamy ideał, istnieje jedno „ALE”. Ze względu na użycie przy jego produkcji pleśni, białka jajka oraz niekiedy mleka, posiada on silne właściwości uczulające (wielokrotnie zgłaszane wymioty, biegunka oraz inne reakcje alergiczne) oraz nie nadaje się dla wegan. Jego popularność za granicą cały czas jednak rośnie, trwają nawet prace nad wyprodukowaniem Quorn wegańskiego.

„MIĘSO” ROBI

Warto także wspomnieć o czeskim Robim (produkt opatentoway  http://robi.cz/ oraz  http://iloverobi.com/nutrition.html), który dostępny jest na razie chyba tylko w kraju swojego pochodzenia. Skład to wolne od soi białka roślinne, kiełki pszenicy, buraków, woda i przyprawy. Chwalą się bardzo na stronie, że jest to wyrób w 100% naturalny, nie posiada żadnych sztucznych dodatków – barwników ani konserwantów, a jego pyszność oraz uderzające podobieństwo do mięsa potwierdzają ludzie na jednym z forów internetowych.

SEITAN

Oprócz tego, mamy jeszcze, niedostępny niestety dla uczulonych na gluten i chorych na celiakię– Seitan, który zawody na podobieństwo do mięsa bezdyskusyjnie wygrywa. Otrzymuje się go z mąki pszennej wyrabianej z wodą, wynaleziony został w Japonii lub Chinach, co do czego mam wątpliwości ponieważ nazwa nadana została przez japońskich mnichów - SAY TAHN, pozostaje także znany i popularny w Państwie Środka nazywany tam mięsem Buddy lub kofu. Można go z łatwością gotować, dusić, piec i smażyć.

„KOTLETY, PARÓWKI ja wszystkie was pyszności zajadać chcę”

Jeśli wege stałeś się ze względów etycznych, a smaku mięsa trochę Ci brakuje, powyższe akapity potwierdzają, że bez konieczności zabijania zwierząt nadal możesz uraczyć się kotletem i gulaszem. Co więcej, w ofercie gotowych produktów dostępne są także pasztety, nuggetsy, a nawet parówki. Rynek obfituje w wiele różnych dziwadeł (jak dla mnie przynajmniej) o sztucznych aromatach kurczaka czy bekonu, ale mając na uwadze nasze zdrowie, zamiast hot doga z sojową parówką (której walory smakowe są mi nieznane, a pod kątem składu jest to, tak jak i ta mięsna, odżywczy śmietnik) zjeść domowego burgera z dobrze przyprawionym kotletem z soczewicy. Kwestia gotowych pasztetów i past kanapkowych ma się identycznie – nasycenie utwardzonymi tłuszczami roślinnymi oraz wątpliwej jakości białko uszkodzone w procesie produkcji sprawia, że lepiej na szybko w domu zmielić jakiś strączek, przyprawić, dodać warzyw i ulubionego oleju - wyjdzie zdrowiej i taniej.

NA ZAKOŃCZENIE

Jeśli to czytasz to znaczy, że dotrwałeś do końca tekstu, którego długość świadczyć może tylko na korzyść tego, że „bez mięsa się da”, a alternatyw nie brakuje.

Warte uwagi jest także to, że piszę cały czas z perspektywy wegańskiej nie biorąc pod uwagę ani jajek, ani nabiału, które są niepodważalnym źródłem białka, z których ja, ze względów etycznych i ekologicznych, zrezygnowałam. Jeśli zatem „wege” dla Ciebie znaczy lakto-ovo swoją listę białkowych dostarczycieli poszerzasz o nabiał.

Na koniec, powiem Wam, że bez względu na to z czego zrobiony będzie Wasz nowy, wolny od cierpienia kotlet, cała tajemnica i tak tkwi w przyprawieniu. Zachęcam do eksperymentowania.

Smacznego wegetariańskiego!

Tropicielka z tropików

Agata - joginka, weganka, przejęta losami świata. Kocha pisać i gotować zaimprowizowane potrawy, najlepiej z przyjaciółmi.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież