Kiedy nadchodzą pochmurne, zimne i szare dni moja skóra twarzy staje się przesuszona i ziemista, jakby wpływała na nią otaczająca aura. Stąd muszę ją wspomagać zabiegami pielęgnacyjnymi, oczyszczać i odżywiać. Okazuje się, że nowy zastrzyk energii dodaje jej stosowanie duetu: pudru oczyszczającego oraz kremu nawilżającego Garden Roses.
W składzie biała glinka, płatki owsiane, olejek lawendowy i różany – prosto i bezpiecznie. Biała glinka jest łagodna, nie odtłuszcza nadmiernie skóry, dlatego jest szczególnie polecana do pielęgnacji cery delikatnej, wrażliwej, naczynkowej i suchej. Dla mnie idealnie, ponieważ jestem posiadaczką cery z tej specyficznej kategorii oraz nie lubię agresywnych peelingów.
Puder zamknięty jest w szklanym pojemniku. W celu użycia bierzemy tyle proszku ile potrzebujemy, mieszamy z wodą (bezpośrednio na dłoni lub w naczyniu) i nanosimy na skórę twarzy. Delikatnie masujemy, a następnie spłukujemy zimną wodą. Po zastosowaniu skóra jest gładka i miękka, zaskórniaki na nosie stają się mniej widoczne. Nie zauważyłam zaczerwienienia ani innych niepokojących objawów, jednak po jakiejś chwili pojawia się uczucie ściągnięcia i konieczny jest krem, aby ten dyskomfort zlikwidować.
Pudru można używać również jako maseczkę do twarzy. W tym celu mieszamy go także z wodą, ale do mieszanki dodajemy kilka kropel oleju (olej z oliwek, Jojoba, migdałowy itd.). Nakładamy na oczyszczoną skórę twarzy i po 10 minutach spłukujemy letnią wodą. Po zastosowaniu skóra nie wymaga nawilżenia, jest gładka i sprężysta, przyjemnie odświeżona. Nie ma konieczności nakładania grubej warstwy kosmetyku na twarz, aby działanie było efektywne. Puder jest bardzo wydajny.
Przeznaczony dla skóry suchej i wrażliwej, do stosowania zarówno na noc jak i na dzień. Ma konsystencję gęstego budyniu, bardzo przyjemnie i subtelnie pachnie różami. Opakowanie – szklany słoik ma swoje plusy i minusy – plus, że nadaje się do recyklingu i mamy łatwy dostęp do kosmetyku, minus – aplikujemy bezpośrednio palcem, przez co do kremu dostają się bakterie na nim bytujące, dla niektórych osób jest to „mało higieniczne”.
Ja akurat preferuje tego typu opakowania, bo kontroluję użycie kosmetyku i widzę ile go faktycznie zostało. Irytuje mnie wyciskanie kremu z tubki, który przy końcówce potrafi wystrzelić w sposób niekontrolowany i nie wiadomo, co zrobić z nadmiarem.
Wracając do kremu. Pomimo, iż konsystencja jego jest dość ciężka (przez co też wydajna!) po nałożeniu wchłania się do matu, skóra długo pozostaje nawilżona i jest lekko napięta. Nie pozostawia tłustego filmu, można swobodnie nałożyć na niego kosmetyki kolorowe (podkład, puder). Dla kobiet o cerze mieszanej pewnie lepsza będzie wersja z pomarańczą (klik). Krem zaskoczył mnie dodatkowym (oprócz nawilżenia) efektem, a mianowicie poprawił koloryt mojej skóry. Stała się bardziej promienna, wygląda zdrowo. Jeśli zatem czujecie, że Wasza twarz jest zmęczona, poszarzała, ziemista, ten krem może być strzałem w dziesiątkę!
Moja szara i zmęczona skóra potrzebowała tego zastrzyku energii. Krem razem z pudrem oczyszczającym stanowią naprawdę dobrany duet.
PUDER MYJĄCY
Ingredients (INCI): Kaolin, Avena Sativa (Oat) Meal, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Oil, Rosa Damascena (Rose) Flower Oil
60ml 27zł
KREM GARDEN ROSES
Ingredients (INCI): Rosa Damascena (Rose) Flower Water, Pelargonium Asperum (Geranium) Flower Water, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Macadamia Ternifolia (Macadamia Nut) Seed Oil, Cetearyl Glucoside, Glyceryl Monostearate, Glycerin, Cetyl Alcohol,Tocopherol (Vitamin E), Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Rosa Damascena (Rose) Flower Oil.
60ml 49zł