Najgorsze są pierwsze dni po porodzie, kiedy przychodzi nawał pokarmu, z piersi leje się mleko jak woda z kranu. Wtedy najlepiej mieć pod ręką chłonny ręczniczek albo niezastąpioną tetrę, którą można włożyć w stanik. Później jest trochę lepiej, bo następuje stabilizacja pokarmu i wytwarzane jest tyle ile Twój maluch potrzebuje. Ale nadal potrzebujesz zabezpieczenia w postaci wkładu chłonnego, bo nawet kiedy karmisz z jednej piersi, to z drugiej samoistnie uwalnia się mleko. Jeśli chcesz uniknąć wiecznie mokrych staników i okrągłych, mokrych plam na bluzkach zdecyduj się na wkładki laktacyjne.
Co wybrać?
Wybór wydaje się być prosty: ma być sucho. W sklepach i aptekach znajdziemy całą masę jednorazowych wkładek laktacyjnych – stos krążków upchniętych w kartony. Niektóre dodatkowo zapakowano pojedynczo w szczelne opakowania foliowe, podobno dla komfortu użytkowniczki dla mnie to generowanie niepotrzebnych odpadów. Producenci kuszą nas nie tylko kolorowym opakowaniem, ale i ujmującymi sloganami o dyskrecji, skuteczności i gwarancją komfortu. Na nasz wybór wpływ ma głównie reklama, ogólnodostępność, cena, a także dołączone do opakowania „gratisy”.
O czym się nie mówi?
Bierzemy do ręki opakowanie i po obejrzeniu go ze wszystkich stron zauważamy, że podobnie jak w przypadku opakowań jednorazowych tamponów czy podpasek brak na nim składu produktu. Czasem pojawia się enigmatyczna nazwa „superabsorbent”, który ma za zadanie wchłonąć każdą nawet najmniejszą kroplę mleka. Obok niego znaleźć się mogą syntetyczne substancje zapachowe, sztuczne barwniki. Mocowane na klej o tajemniczym składzie, który w niektórych przypadkach trwale wgryza się w materiał stanika i trudno się go pozbyć nawet podczas prania. Niektóre zawierają opis, że są przewiewne i oddychające, ale nabieramy co do tego wątpliwości dotykając folii, którą pokryta jest warstwa spodnia krążka laktacyjnego. Pomimo pakowania w jednorazowe, szczelne woreczki foliowe musimy pamiętać, że wkładki te nie są bynajmniej sterylne (tak jak nie są sterylne tampony czy podpaski jednorazowe). Pakuje się je w ten sposób po to by móc wrzucić taką wkładkę do torebki „luzem”, bez obaw, że się „pobrudzi”.
Co powinno nas jeszcze zaniepokoić?
Obok tajemniczego składu, musimy mieć świadomość, że biel wkładek nie jest czymś naturalnym. Kolor ten jest związany z bieleniem miazgi i papieru chlorem przez co we wkładkach znajdują się niewidoczne dla oka, ale groźne dla organizmu i środowiska dioksyny i inne toksyczne substancje. Jest to o tyle istotne, ponieważ większość jednorazowych wkładek laktacyjnych (o ile nie wszystkie) zostawiają na skórze brodawek i sutków widoczne gołym okiem „kłaczki”, które wraz z mlekiem połyka maleństwo.
Wypełnione naszym pokarmem jednorazowe wkładki laktacyjne stanowią świetną pożywkę dla bakterii, dlatego też trzeba je kilka razy na dobę zmieniać. Nasiąknięte wkładki z uwagi na absorbent znajdujący się w ich wnętrzu zwiększają objętość, często widać rozwarstwienie się wewnętrznego materiału, co skutkuje jego rolowaniem. Może to stanowić spory dyskomfort w trakcie noszenia. Niektóre krążki mają ostre krawędzie i mogą drażnić brodawki czy delikatną skórę piersi. I podobnie jak jednorazowe tampony czy podpaski mogą być przyczyną odczynów alergicznych.
„Ś” jak śmietnik i środowisko
Jednorazowe wkładki laktacyjne po zużyciu lądują w śmieciach. Podobnie jak folie z opakowania pojedynczego krążka czy folie zabezpieczające paski z klejem. One NIE ULEGAJĄ BIODEGRADACJI, nie ma też możliwości bezpiecznej ich utylizacji. Dołączają do odpadów komunalnych.
Alternatywa
Na niektórych słowo „eko” działa jak płachta na byka. Nic dziwnego skoro zdarzają się produkty promowane na „siłę”, ale w przypadku wkładek laktacyjnych wielorazowych uważam, że niesłuszne jest ich pomijanie w wyprawce dla przyszłych mam.
Dlaczego wielorazowe?
Po pierwsze:
Bezpieczne materiały. Jak wcześniej wspomniano nie jest niczym nowym zabezpieczanie materiałem piersi przed wypływem mleka. W warunkach „domowych” mamy radzą sobie wkładając w stanik np. chłonny ręcznik. Profesjonalne wielorazowe wkładki laktacyjne nie tylko dają poczucie komfortu, ale będą nam służyły przez cały okres laktacji (a także podczas kolejnej :) )Pozwalają skórze oddychać, a przy tym są chłonne i delikatne. Mogą być też podszyte warstwą nieprzemakającą PUL używaną do szycia pieluszek wielorazowych, co wzmacnia ich szczelność. Poza tym wybór wzorów i kolorów naprawdę cieszy oko.
Wykonane z naturalnych materiałów:
- certyfikowana bawełna,
- chłonny bambus, który sam w sobie posiada antybakteryjne właściwości,
- jedwab-wełna,
- wełna merynosów o właściwościach przeciwzapalnych (wełna utrzymuje pierś w cieple, dzięki czemu zapobiega zatykaniu się kanałów mlekowych).
Mnie osobiście najbardziej przypadły do gustu wkładki z wełny merynosów, w porównaniu do wkładek: bambus-PUL czy zwykłych bawełnianych są bezkonkurencyjne. Wyróżniają się niesamowitą miękkością i chłonnością - potrafią zaabsorbować nawet 40% wagi swoich włókien, a mimo to wilgoci nie czuć. Pierś pozostaje sucha. Nie namnażają się bakterie, wkładka nie pachnie brzydko. Przy wkładkach z PULem zdarzało się, że zmoczona do granic możliwości warstwa chłonna nie przyjmując więcej wilgoci przeciekała bokami. Wkładki z merynosów są przewiewne i nie czuć ich w trakcie użytkowania. Są sporej wielkości – bardzo mi to odpowiada, ponieważ nie rolują się w staniku. Nie trzeba prać ich za każdym razem po użyciu (tak jak i otulaczy wełnianych przy wielorazowym pieluchowaniu), a jedynie podsuszać na letnim kaloryferze. Kiedy już jednak zdecydujemy się na ich odświeżenie trzeba pamiętać o specjalnym traktowaniu - klik: Jak prać wełniane wkładki laktacyjne Podczas użytkowania mogą się lekko odkształcać, co bynajmniej nie wpływa na jakość.
Po drugie: Prostota użytkowania.
Wielorazowe wkładki laktacyjne podobnie jak jednorazowe wymieniamy, z tą różnicą, że zamiast wyrzucać do śmieci to pierzemy je, suszymy i znowu używamy. Posiadają one różne stopnie chłonności, z uwagi na nią dostępne są różne wielkości i grubości wkładek. Nie posiadają one żadnych systemów mocujących, ale naturalna szorstkość spodniego materiału powoduje, że utrzymują się one w miejscu.
Po trzecie: Ekonomia i Ekologia.
Zamiast kilkunastu opakowań wkładek jednorazowych laktację poskromimy mając ok. 5-6* par wielorazowych wkładek laktacyjnych. Nasiąkniętą mlekiem wkładkę laktacyjną wypłukujemy pod zimną wodą* (by rozpuścić proteiny zawarte w mleku), a następnie wrzucamy do prania z resztą rzeczy (najlepiej w siateczkowym woreczku wtedy się nie zagubią w czeluściach pralki ani nie przylgną do szklanego okienka). Jeśli wkładka posiada warstwę PUL to pamiętamy o tym by nie suszyć na grzejniku by materiał się nie rozwarstwił. Pierzemy max w 60st. C i nie prasujemy, chyba że producent zaznaczył taką możliwość. A za opakowanie podręczne naszych wkładek może służyć kosmetyczka przeznaczona tylko na ten cel.
Uwaga Redakcji:
*Wkładki laktacyjne z wełny merynosów wymagają specjalnego traktowania
*Cena jednej pary wielorazowych wkładek laktacyjnych to koszt już od ok. 10zł
Komentarze