MAK. To, uwielbione przeze mnie ziarenko, pojawia się w mojej diecie niestety nie za często, a konkretnie raz do roku, w grudniu, w okresie świątecznym. W pozostałe 363 dni roku to tylko figa z makiem. Ze względu na wegańskość oraz zdrowożywenie nie korzystam z cukierniczych uroków pod postacią drożdżówek i ciast. Jednak, cóż począć jeśli kubki smakowe wyją z tęsknoty a ciało wkomponowuje mnie w jakieś, nielogiczne dla mojej głowy, stany apetytu na coś makowego . Pozostaje to, co Tropiciele z Tropików lubią najbardziej – eksperymentowanie.
Oto wyniki (inspirowane kutją i makiełkami):
- Ekspresowy
- Bardziej czasochłonny
1) Wybrane płatki (owsiane, jęczmienne, żytnie) mieszanie z wybraną ilością maku. Dolewacie ciepłego, roślinnego mleka, wybrane bakalie, słodzicie syropem z agawy/ryżowym i gotowe.
2) Gotujemy kaszę jaglaną, pod koniec gotowania ,gdy wyparuje już cała woda, dolewamy trochę roślinnego mleka i czekamy aż kasza je wchłonie. Poza tym procedura taka sama – rodzynki, daktyle, śliwki, orzechy (czego dusza zapragnie), słodzimy do smaku i otrzymujem: energię na długo, białko, moc witamin, zdrowe kwasy tłuszczowe (więcej o właściwości maku: Ziarenko s-maku) i wzrost mocy układu odpornościowego przez zasadotwórcze właściwości kaszy. Także żołądek zupełnie inaczej przyjmie ciepły posiłek na start, zaoszczędzona na ogrzewaniu pokarmu energia pójdzie bezpośrednio na ocieplenie Was.
Smacznego i trzymajmy się mocno, do wiosny już tylko 2 miesiące!