Pewnie widzieliście w swoich rodzinnych albumach fotograficznym zdjęcie zawiniątka, becika, z którego wystaje zaledwie kawałek czoła dziecka, a babcia czy mama z czułością mówią, że to ktoś Wam bliski lub Wy sami. I pewnie się zastanawiacie, po co mnie tak owijali ciasno i szczelnie, czy chcieli przegrzać? Współcześnie wielu specjalistów m.in. pediatra dr Harvey Karp wyjaśnia podłoże tej czynności. Wg niego ciąża składa się z czterech trymestrów – ten ostatni dotyczy okresu po narodzinach dziecka. W pierwszych tygodniach po porodzie niemowlę ma podobne potrzeby do tych z życia płodowego. Jest przyzwyczajone do niewielkiej przestrzeni, potrzebuje kołysania, czeka na dźwięki, które sprawią, że znowu poczuje się bezpieczne. Stąd ważne jest zapewnienie odpowiedniej „aklimatyzacji” poprzez otulanie dziecka (tzw. swaddling), dostarczanie mu dźwięku tzw. „białego szumu”, oraz delikatne kołysanie. Nic więc dziwnego, że po urodzeniu i wykonaniu wszystkich koniecznych zabiegów pielęgnacyjnych (m.in. ważenie, mierzenie itd.) nasz maluszek wylądował owinięty ciasno w kokonik.
Swaddling oznacza ścisłe otulenie dziecka - prawie jak w "kokon" - rączki i nóżki są ściśle przywiedzione do tułowia, a z zawiniątka wygląda jedynie główka. Należy jednak pamiętać, że oprócz tego by dziecku było optymalnie ciasno i przytulnie musi być wygodnie. Powinno ono dość swobodnie poruszać się w „kokonie”- tak jak w brzuchu mamy, dlatego nie może być mocno skrępowane materiałem. Otulone rączki i nóżki wbrew pozorom nie powodują u maluszka dyskomfortu. Wręcz przeciwnie, to właśnie ich nadmierne, chaotyczne ruchy, często uniemożliwiają mu zaśnięcie.
To, jak długo stosujemy otulanie zależy od indywidualnych potrzeb malucha. Niektórym wystarczy zaledwie kilka dni, by przyzwyczaić się do większej swobody ruchów w świecie poza brzuchem mamy. Kiedy owijamy malucha w „kokon” musimy pamiętać o kilku zasadach. Przede wszystkim, dziecko powinno leżeć na pleckach, a w pobliżu nie powinno być żadnych kocyków, zabawek, pieluszek tetrowych itd., które w czasie snu mogłyby się owinąć wokół noworodka lub przykryć mu twarz. Należy też sprawdzać ciepłotę malucha by się nie przegrzał (czy się nie poci, nie ma czerwonych policzków, wilgotnych włosków i czy nie oddycha w szybszym tempie).
W całości produkowany w Polsce Kokonik to otulacz w kształcie gruszki w 3 różnych opcjach:
- Otulacz z bawełny organicznej. Przy produkcji tkaniny wykorzystano wykończenie szczotką węglową, zapewniającej efekt tzw. skórki brzoskwini, dzięki czemu jest ona przyjemna w dotyku.
- Druga wersja otulacza, wykonana z bawełny z dodatkiem elastanu, posiada specjalnie zaprojektowany kołnierzyk, który uszyto z bawełny organicznej, aby szyjka i buzia dziecka miały kontakt z delikatną, przyjemną tkaniną. Przy produkcji materiału również zastosowano technologię szczotki węglowej.
- Trzecia wersja Kokonika „ premium” – wykonana z tkaniny bambusowej z dodatkiem elastanu. Ten ekskluzywny i oddychający otulacz jest niezwykle przyjemny dla skóry malucha. Idealne sprawdzi się zarówno w upalne dni, jak również zimą w sezonie grzewczym. Tkanina bambusowa, poza właściwościami termoregulacyjnymi i samosteryzlizującymi, bardzo szybko schnie po praniu.
Otulacz dostępny jest w dwóch rozmiarach: dla dzieci o wadze od 2,5 do 5,5 kg oraz o wadze od 6 do 9 kg.
Każdy z nich wyposażony jest w suwak ułatwiający np. przewijanie dziecka w nocy, na którym zamontowano tasiemkę w kolorach polskiej flagi. Dla suwaków wykonano też specjalne zabezpieczenie pod szyją, które chroni przed ewentualnym przecięciem skóry.
Tkaniny, z których wykonane są Kokoniki, posiadają certyfikat OEKO-TEX 100 Klasa I, który potwierdza ich bezpieczeństwo oraz najwyższą jakość. Ponadto tkaniny organiczne używane do produkcji otulaczy posiadają certyfikat GOTS (Global Organic Textile Standard).
Dodatkową opcją warta uwagi jest możliwość spersonalizowania otulacza – możecie zażyczyć sobie np. wyhaftowania imienia, daty urodzenia. Dzięki temu kokonik może stać się doskonałym prezentem dla świeżo upieczonych rodziców.
Nasz kokonik jest w ślicznym malinowym kolorze. Bardzo przyjemny w dotyku, nie widać po nim śladów używania, pomimo kilku prań. Zamek obsługuje się łatwo, wielkim atutem jest jego dwustronność, dzięki czemu nie wybudzając malucha mogę go przewijać w trakcie drzemki. Używamy pieluszek wielorazowych od pierwszych chwil, a mimo to cała pupcia swobodnie się mieści w kokonie. Mamy rozmiar 2 i choć na długość jest luźno (podwijamy go ) to spełnia swoją funkcję, maluch śpi spokojnie. Jest bardzo starannie uszyty, brak ostrych wykończeni, zamek jest odpowiednio zabezpieczony przed przyszczypnięciem skóry.
Kokoniki – w zależności od wybranego rodzaju – kosztują od 85 do 125 zł.