Nieżyt nosa, niby zwykły katar, ale jednak potrafi uprzykrzyć życie niejednemu dorosłemu. Nic więc dziwnego, że zakatarzone dzieci w dzień marudzą, a w nocy wybudzają się i płaczą. U maluchów, które jeszcze nie potrafią same wydmuchać noska jego oczyszczanie to prawdziwe wyzwanie dla rodziców, bo zabieg ten wśród dzieci nie cieszy się popularnością. Kiedy słyszę niemrawe pociąganie nosem u moich dzieci zapala mi się czerwona, ostrzegawcza lampka. I zaraz pojawia myśl – działaj! Kiedy dzieci są w domu stosuję aromaterapię – do kominka zapachowego wkraplam eteryczny olejek eukaliptusowy, tymiankowy lub ich kompozycję. Przy nasilonym katarze robię parówki z majeranku. Staram się jednak zbyt nie ingerować aspiratorem do nosa, bo takie działanie jest złudne. Na chwile przynosi ulgę, ale im częściej udrażniamy mechanicznie nosek tym bardziej podrażniamy delikatną śluzówkę i powstaje jeszcze więcej wydzieliny. Najkorzystniej u najmniejszych dzieci jest wkraplać do noska po kilka kropel soli fizjologicznej, po czym odwracać maluszka na brzuszek i czekać aż nadmiar wydzieliny sam, w sposób naturalny wypłynie. Te metody są skuteczne, ale w dzień. W nocy, kiedy zapchany nosek zmusza dziecko do oddychania buzią robi się problem. Nie raz bywało, że moje dzieci się wybudzały z płaczem. Karmienie piersią w nocy, które zazwyczaj odbywa się na półśpiąco (zarówno z mojej jak i synka strony) z zapchanym noskiem jest niemożliwe. Syn chwyta pierś, ale nie może pić, zapchany nos uniemożliwia mu oddychanie. I wtedy zaczyna się dramat, nocne lamenty, próby oczyszczenia nosa. Ja działam aspiratorem, a wydzielina wciąż nachodzi, bo maluch płacze. Czasem to walka z wiatrakami, która kończy się po 2,3 godzinach, na siedząco, bo już jestem wybudzona, syn zresztą też. Kiedy wydzielina sama wypłynie w końcu nos się udrażnia, mogę dostawić malucha do piersi i zasnąć. Chyba, że to „katarsis” trwało tyle czasu, że zastał nas już poranek, bo i tak bywało.
Co zatem w nocy? Można powiesić w pobliżu łóżka ręcznik, pieluszkę terową zmoczoną ciepłą wodą, na którą należy nakropić olejek eteryczny. Można położyć obok łóżka rozgniecione ząbki czosnku, cebuli, miskę z parującym naparem z majeranku itd. Oczywiście te sposoby też mają swoje ograniczenia, bo zastosujemy je z powodzeniem w domu, ale jeśli katar dopadnie nas na wyjeździe… Ponadto ich skuteczność zależy od naszego zaangażowania, trzeba pilnować by pieluszka była wilgotna, napar ciepły, aby mógł parować itd.
Mój wypróbowany sposób to także tworzenie kompozycji olejków eterycznych (o właściwościach i możliwościach olejków eterycznych już pisaliśmy), które mieszałam z olejem bazowym (ze słodkich migdałów) i wcierałam w klatkę piersiową i plecki malucha. Udrażniało, ale było to dość nieporęczne i pozostawiało tłuste plamy. Dodatkowo intensywny zapach olejku długo utrzymywał się na moich rękach, szczególnie, że dozowanie trzeba było powtarzać. Na wyjazd także średnio poręczne, ale robiłam taki mix i wlewałam do małej buteleczki by zabrać ze sobą w razie „W”.
Każdy, kto przeżył katar u swojego dziecka wie o czym piszę. Nic też w tym dziwnego, że wciąż szukałam idealnego sposobu by w sposób naturalny rozprawić się z zatkanym noskiem. W ten sposób trafiałam na markę PITTA PATTA i organiczny balsam w sztyfcie ułatwiający oddychanie. Na pierwszy rzut oka rewelacja: olejek eteryczny z eukaliptusa (jego właściwości sprawiają, że jest świetnym rozwiązaniem w walce z bakteriami i wirusami) wzbogacony o naturalne esencje z kamieni szlachetnych, a wszystko to zanurzone w mieszance z wosku pszczelego, roślinnego i oliwie z oliwek.
Wróć…esencja z kamieni szlachetnych? To nie żadne „czary mary”, choć niektórzy tak do tego podchodzą (podobnie jak do homeopatii, mówiąc o „magicznej wodzie” lub „granulkach na wszelkie zło”, które to działają choć medycyna konwencjonalna nie jest w stanie tego logicznie wyjaśnić). Należy pamiętać, że z dobrodziejstw kamieni szlachetnych korzystają znawcy naturoterapii od wieków (litoterapia, czyli terapia kamieniami, leczenie energią kamieni). Każdy kamień posiada intensywne pole energetyczne, choć niewidoczne gołym okiem to odczuwalne dotykiem. Kamienie szlachetne oddziałują w subtelnych wymiarach, równoważą pracę wszystkich gruczołów dokrewnych (centra energetyczne czyli czakramy, czakry), a tym samym wyrównują naszą naturalną aurę. Skutkiem takich oddziaływań jest wyraźnie odczuwalny przypływ energii życiowej lub wręcz przeciwnie ukojenie i spokój. Dodatek esencji z kamieni szlachetnych do sztyftu ma zatem niebagatelny wpływ na zdrowie i psychikę osoby, która go stosuje. Tak też, Pitta Patta nie dość, że udrażnia, uspakaja to i nawilża skórę. Zapakowany jest w wykręcaną tubę- sztyft, dzięki czemu aplikować można go jedną ręką, a szybkość wchłaniania gwarantuje, że nie zostaną żadne plamy na ubranku czy pościeli. Powierzchnia mazidła jest kulista, jednolita, nie kruszy się ani nie rozmazuje. Rozprowadzanie mogę przyrównać do aplikowania dezodorantu w kulce, coś widać, zaraz wysycha, ale za to odczucie jakie pozostawia jest dość intensywne i długotrwałe. Po zdjęciu nakrętki dociera do nas zapach olejku, jest umiarkowanie intensywny i w kontakcie ze skórą nie jest agresywny (na dość delikatnej skórze mojego alergika nie zauważyłam żadnych zmian, które wskazywałyby na alergię).
Czy jest jakieś „ale”? Cena w pierwszej chwili może wydać się wysoka, ok. 58zł za 50gram to sporo. Jednak nie żałuję żadnej złotówki, a tym bardziej nie zamieniłabym go na tańsze specyfiki konwencjonalne z apteki. Dlaczego?
- Aplikuję kiedy chcę ile chcę i gdzie chcę bez zbędnego kombinowania
- Naturalnie, bez chemicznych dodatków, konserwantów i innych zbędnych składników
- Aplikuje się błyskawicznie - dziecko, które każdą próbę wcierania czegokolwiek w skórę odbiera jako atak na jego suwerenność nawet nie zdąży wszcząć alarmu a jest już „po”
- Aplikowanie w nocy nie wybudza zakatarzonego malucha
- Działa! Po kilku maźnięciach, nawet (przepraszam za bezpośredniość) po zielonym smarku nie ma śladu.
- Nic się nie plami, nie wylewa, jest poręczny można go zabrać ze sobą wszędzie i maziać nim do woli (nie ukrywam, że przy swoim zakatarzeniu działanie wypróbowałam na sobie)
- Wydajny
- Dziecko śpi spokojnie i reszta rodziny też
Uwagi:
- można go stosować u dzieci od 3 miesiąca
- opakowanie nie jest przezroczyste, jeśli chcemy wiedzieć ile zostało jeszcze mazidła trzeba pokręcić gałką
Sztyft znajdziecie w sklepie