Zapytacie: „co jest magicznego w tych książkach?” Wszystko! Od grafiki, po pomysł na historię i sposób jej czytania, oglądania. Tulleta nie ogląda się spokojnie, towarzyszą temu emocje, trzeba dotknąć, potrząsnąć, odwrócić książkę, spojrzeć z innej perspektywy. Każda jego książka aktywuje malucha do własnego zgłębiania świata, dzięki tym książkom poznaje m.in. emocje, kolory, liczby, kształty. Każda jest wyjątkowa. Przedstawimy Wam bliżej te pozycje, które są w naszej domowej biblioteczce.
Bezkonkurencyjna „Naciśnij mnie”
Interaktywna książka? O tak, pomimo, że małe paluszki wędrują tylko po kartach książki, ta odkrywa przed nimi magiczny świat ruchomych, kolorowych kropek. Dzieciaki dotykają, potrząsają, klaszczą zgodnie z instrukcją pojawiającą się na kolejnych stronach. A efekty? Cóż wywołują radość, pisk i niedowierzanie. Dla najmłodszych wyśmienita zabawa, starszy syn oczywiście „rozgryzł” magię, ale i tak oglądanie książki z młodszym rodzeństwem sprawia mu dużo frajdy.


To kolejna pozycja z abstrakcyjnej serii książek tego autora i choć niektórzy zarzucają Tulletowi „powtarzalność” uważam, że niesłusznie. Wypracował on pewien styl i choć znajdziecie motywy, które przewijają się w innych pozycjach tego autora, książka jest niebanalna i nadal zaskakuje. Moim dzieciom bardzo się podoba. Uważam, że każdy pretekst by poznawać kolory, kształty, liczby jest dobry. W tym przypadku to strzał w 10.
Nie jest to książka interaktywna. Tutaj autor miał inny pomysł. Przedstawia nam postacie, które jakby ożywają na naszych oczach. Dokładnie tak, książeczka ta to wielka improwizacja, co się wydarzy? Nie wiadomo, aż do końca.



Turlututu to jednooki stwór, nietypowy jak jego imię. Potrafi zmieniać swój rozmiar, a przy okazji zabiera czytelników w podróż kosmiczną, śpiewa piosenki w swoim „rodzimym” języku, czaruje, bawi się w chowanego… To faworyt mojego średniego synka. Antoś potrafi tą książkę przeglądać kilka razy w ciągu dnia, puka paluchami w namalowane na kartach przyciski, wydaje dźwięki, próbuje pokazywać „duży” – „mały”. Świetnie się przy tym bawi, a ja uwielbiam go obserwować. Jest to jedna z nielicznych książek, która go tak mocno stymuluje. Kolorowa i niebanalna jak wszystkie tego autora.
„Ufo kuku”
To pozycja dla mojego najmłodszego dziecka. Grube kartki są w sam raz dla malutkich paluszków. Ciekawy jest pomysł schodkowej konstrukcji książeczki - widać fragment prawie każdej strony, jednak ich odwracanie zmienia cały obrazek. Mamy tutaj bardzo charakterystyczny dla Tulleta element zaskoczenia. Książeczka ma 10 stron - przy czym pierwsza to jakaś 1/3 ostatniej. Słów jest w nich niewiele - ok. 15 w każdej, wiele z nich to wyrazy dźwiękonaśladowcze. Kreska charakterystyczna dla autora, mocne kolory. Pomimo, że UFO wzbudza strach, historia kończy się dobrze.