Idea „współspania” polega na spaniu dziecka blisko rodziców – niekoniecznie w łóżku rodziców, po prostu w jednym pokoju tak, by dziecko miało możliwość zaalarmowania swoich potrzeb (np. „chcę jeść”, „mam mokro” lub po prostu „nudno mi” co u noworodka czy niemowlaka objawia się najczęściej jego wrzaskiem). Przy osobniku mocno charakternym (wiecznie głodnym, wiecznie spragnionym bliskości itd.) może okazać się, że sygnał przez niego wydawany jest ciągły, co w przypadku pory nocy może skutkować nieustannym kursowaniem rodziców do jego łóżeczka i z powrotem. Aby ograniczyć ten nocny kurs biegania producenci wymyślili nawet dostawkę – "pół łóżeczka", które można przystawić do łóżka rodziców. Czy się sprawdza? Nie wiem, nie próbowałam, ale wynalazek ten nie budzi mojego zaufania, ponieważ kiedy maluch sygnalizuje swój dyskomfort (czyt. wrzeszczy) to wymaga wówczas przytulenia, gładzenie główki ręką może nie przynieść ukojenia (poza tym karmienie piersią w czymś takim uważam za niewygodne). Biorąc pod uwagę częstotliwość poruszania tematu spania z dzieckiem można dojść do prostego wniosku, że problem ten nurtuje wielu rodziców.
Nic więc dziwnego, że w pewnym momencie zaakceptowano tą formę spędzania nocek, a nawet głośno zaczęto propagować tą ideę. Generalnie można powiedzieć, że to nic nowego, ponieważ w dawniejszych czasach wspólne spanie było na porządku dziennym (choćby z uwagi na brak miejsca czy wielodzietność rodzin). Współcześnie, dla twórców Rodzicielstwa Bliskości (filozofii podkreślającej wagę budowania i ciągłego wzmacniania głębokiej więzi z dzieckiem opartej na miłości i szacunku) wspólne spanie z dziećmi to jeden ze sposobów na umacnianie rodzicielskiej więzi. Wśród korzyści płynących ze wspólnego spania wymienia się m.in. dodatkowy czas bliskości z dzieckiem (szczególnie, kiedy rodzice pracują), aspekty zdrowotne (spędzanie nocy blisko matki podobno reguluje u dziecka m.in. tempo metabolizmu, oddech, tętno, temperaturę, poziom hormonów), zmniejszenie ryzyka zespołu śmierci łóżeczkowej, łatwiejsze zasypianie dziecka.
Tyle teorii, a jak jest w praktyce? Będąc w pierwszej ciąży z góry założyłam, że maluch będzie spał we własnym łóżeczku, w naszej sypialni. Z uwagi na kolki, które czasem męczyły malucha zdarzały się noce, kiedy spał on z nami, ale dyskomfort był tak duży (m.in. z uwagi na małych gabarytów łóżko), że staraliśmy się unikać takich sytuacji. Generalnie wstawaliśmy do niego na przemian w nocy (co ok. 4h) i po karmieniu (piersią) odkładaliśmy. Zasypiał natychmiast.
Przy drugim dziecku założenia były podobne i nawet udało nam się początkowo wdrożyć w życie znany nam system. Niestety w pewnym momencie czujność naszego dziecka wzrosła do poziomu „ekspert” i w momencie przetransportowania i ułożenia jego ciała w łóżeczku włączał się tryb „czuwanie” a po nim natychmiastowy „alarm”. Po początkowej bezskutecznej walce i kilku porankach, kiedy czuliśmy się i wyglądaliśmy niczym zombie poddaliśmy się presji dziecka i zaakceptowaliśmy jego stałą obecność w naszym, na szczęście już dużym łóżku. Po kilku miesiącach wspólnego spania mogę Wam śmiało przedstawić zalety i wady (oczywiście te z mojej perspektywy, nie patrząc przez pryzmat Rodzicielstwa Bliskości i całej ideologii, po prostu suche fakty).
Zacznijmy od zalet:
Fakt 1 Łóżeczko nie stoi puste – zyskałam cenne miejsce na przechowywanie ściągniętego z suszarki prania! (zanim je posegreguję i powkładam do szaf)
Fakt 2 Miejsce jest o tyle cenne, że teraz, kiedy piorę pościel (bywa, że częściej niż sobie to zaplanuję – patrz poniżej Niedogodność nr 4) to mam dodatkowe miejsce na jej przechowanie zanim ponownie użyję (co też ma zazwyczaj miejsce częściej niż normalnie, czyli kiedy śpi się bez dziecka).
Fakt 3 Kiedy maluch się przebudzi na karmienie, pierś jest blisko i…generalnie tylko to. Reszta związana z nocnym karmienie opisana jest poniżej - w Niedogodności nr 1.
I…pomimo usilnych prób więcej plusów (takich oczywistych dla mnie) nie mogę znaleźć.
Żeby nie było, że kogoś zniechęcam do idei współspania umówmy się, że zamiast pisać „wady” użyje określenia „niedogodność”.
Niedogodność nr 1
Owszem, nie kursujemy pomiędzy naszym łóżkiem a łóżeczkiem, ale… budzenia na pierś są częstsze, bo maluch, kiedy wyczuwa moją bliskość włącza mu się opcja „ssanie” (nie używamy w ogóle smoczka, dzieć nie toleruje go, ktoś powie że to przyczyna tego stanu- być może, ale fakt jest faktem- czuje mnie i chce pierś). Z uwagi na to jestem często wybudzana i żeby nie karmić tylko z jednej piersi gramole się raz na lewy raz na prawy bok (żeby nie przekładać samego malucha, bo wtedy wybudza się jeszcze bardziej).
Cała nasza trójka lubi wygodnie się ułożyć, pomimo łóżka 2m na 2m brakuje miejsca. Niczym na ilustracjach pojawiających się w Internecie krążymy po łóżku, często budząc się w pozach godnych akrobaty. Bywa, że po nocnym wyjściu do toalety na łóżku znajduje tylko wspomnienie miejsca, w którym leżałam i ponowne ułożenie się na nim tak by nie zbudzić cycoholika wymaga ode mnie nieziemskiej logistyki i gibkości. Oczywiście to kolejny czynnik prowadzący do niewyspania.
Niedogodność 3
Walka o kołdrę. Pomimo, iż mamy dwie duże kołdry i tak wciąż ktoś leży odkryty i w związku z tym wybudza się. Maluch dodatkowo wybudza się kiedy za mocno go kołdra nakryje. Regulacji temperatury ciała syna (o której wspomina się w aspektach zdrowotnych współspania z dzieckiem) nie zauważyłam chyba, że mowa o jego spoceniu lub dla odmiany wychłodzeniu, bo tak też się zdarza.
Niedogodność nr 4
Przecieki z pieluchy… Niestety i te się zdarzają (i nie tylko przy używaniu pieluch wielorazowych), a budzenie się w mokrej pościeli, która przykleja się do waszego ciała wierzcie mi nie jest w żaden sposób komfortowe. No i trzeba częściej prać, ale mam na szczęście wolne łóżeczko, w którym mogę trzymać pościel i szybko zmienić (czytaj powyżej w zaletach). Nie musze chyba wspominać, że podkładka nieprzemakalna na materac jest koniecznością, a znalezienie wielkogabarytowej wcale nie należy do zadań ani łatwych ani tanich.
Niedogodność nr 5
Zwolennicy wspólnego spania mówią o zalecie bycia blisko dziecka w czasie nocy, szczególnie w kontekście zapracowanych rodziców. Z mojej perspektywy zapracowanym rodzicom bardziej brakuje bliskości siebie, szczególnie przytulania w nocy, bo w ciągu dnia bywa , że z uwagi na obowiązki mijają się. Spanie z dzieckiem uniemożliwia zaspokojenie potrzeby bliskości dwojga dorosłych ludzi (nie mówię stricte o seksie). Owszem można dziecko ułożyć po jednej stronie łóżka, ale ona musiałaby przylegać do ściany, a w przypadku naszej sypialni nie ma takiej opcji. Tak też nasz maluch leży po środku, kiedy zaś śpi od strony zewnętrznej ryzyko, że spadnie jest spore, bo się strasznie wierci. Pokonuje barykady i zabezpieczenia, które z mozołem wznoszę przed snem i często budzi się na krawędzi łóżka.
Niedogodność nr 6
Pobudka malucha wiąże się z pobudką rodziców – budzący się maluch pragnie zakomunikować wszem i wobec, że się wyspał i jest gotowy do zabawy. W łóżeczku (co wspominam z sentymentem) starszy syn po wybudzeniu gaworzył sam do siebie, bawił zabawkami albo rączkami i dopiero kiedy się nudził wołał nas. W przypadku młodszego syna w dzień wkraczamy gwałtownie, nie zawsze przytomnie.
Jak widać, pomimo iż śpimy z dzieckiem to robimy to z konieczności niż z własnej woli. Owszem bywają poranki, kiedy pobudka bywa przyjemna, szczególnie, kiedy dołącza się do nas starszy syn i rozpoczynamy dzień na wesoło tarzając się w łóżku. Jednak dużo częściej, pobudka jest mniej kolorowa, a sama noc nie należy do tych z kategorii „komfortowa”.
Na zakończenie jeszcze kilka słów dotyczących bezpieczeństwa spania z dzieckiem.
Nie sądzę by dziecko mogło udusić się pod kołdrą, nasz syn, jako noworodek przykrył się nią przypadkowo to zaczął machać rączkami i popłakiwać- momentalnie się wybudziłam. Nie zdarzyło nam się też przydusić go podczas snu (pomimo, że leży pomiędzy nami) każdy bliższy kontakt z naszymi ciałami wywołuje jego protest objawiający się postękiwaniem, przy braku reakcji z naszej strony –płaczem.
Ponadto specjaliści od co- sleepingu zawracają uwagę na to by:
- Nie kłaść dziecka na brzuchu (nasz syn jako niemowlak tylko w tej pozycji spał, także z nami),
- Nie kłaść dziecka pomiędzy sobą (jak wspominałam u nas ta pozycja jest codzienną-nocną)
- Uważać by dziecko nie nakryło się całkowicie kołdrą,
- Osoba która pali papierosy, spożyła alkohol, zażywa środki nasenne czy też jest mocno przemęczona nie powinna spać razem z dzieckiem,
- Spać tylko z jednym dzieckiem
- Nie zostawiać dziecka bez opieki na łóżku
- Temperatura w sypialnie nie powinna przekraczać 18 stopni C (akurat tą zasadę wyznaję ogólnie w sypialni nie tylko w trakcie spania z dzieckiem)
Komentarze